Źródła termalne Sławonii

Zupełnie inny świat. Jakże daleki od naszych wyobrażeń o Chorwacji. A jednocześnie realnie dużo bliższy, bo z Krakowa do Osijek - największego miasta wschodniej Sławonii - jest tylko 650 km, a do wybrzeża jeszcze od 400 do 500 km. I tam, na równinie slawońskiej, wśród pól słoneczników, kukurydzy i zboża, tryskają trzy gorące źródła. Jedyna pozostałość po Morzu Panońskim. Odkryto je przypadkiem, szukając ropy naftowej i gazu ziemnego. To dziś jedyne słone (zasolenie prawie takie jak w Adriatyku), hiper termalne źródła w Europie. Woda tryska z głębokości 2000 metrów, a jej temperatura dochodzi do 96°C.

W ten sposób narodziły się obok liczącego 2,5 tyś. mieszkańców miasteczka Bizowac - Bizowackie Cieplice, kompleks rekreacyjno-sanatoryjny z termalnymi basenami, muzyczną grotą, biczami wodnymi, wodospadami, fontannami. Można tutaj odpocząć, można podratować zdrowie, zwłaszcza złagodzić skutki reumatyzmu, przewlekłych stanów zapalnych, dolegliwości neurologicznych i ginekologicznych. A jednocześnie mieszkać w gospodarstwach agroturystycznych, popijać zdrowe mleko, smakować miejscowe wędliny. To także doskonały punkt wypadowy na malowniczą, zabytkową starówkę Osijeka, do Djakowa - z ciekawą katedrą zaprojektowaną przez Strossmayera czy do rozległych winnic i winnych piwniczek.

Osijek
Osijek
Osijek panorama

Blisko stąd także do Vukovaru - kiedyś jednego z najpiękniejszych barokowych miast nad Dunajem, dziś leczącego rany po wojnie na Bałkanach. W tamtym czasie Vukovar nie schodził z czołówek gazet. Teraz mimo wysiłków konserwatorów - wiekowe fasady kamienic i pałaców wciąż straszą morzem dziur po pociskach. Miasto bardzo powoli budzi się do życia, ale i tak wygląda jak po trzęsieniu ziemi, któremu towarzyszyło wielkie gradobicie. Nie jest jednak martwe, chociaż żyje tutaj obok siebie tylko 3 tysiące Chorwatów i 5 tysięcy Serbów, a przed wojną liczyło aż 44 tysiące mieszkańców. Coraz więcej jest za to turystów. Niektóre biura podróży - zwłaszcza z Węgier i Austrii - wyspecjalizowały się w czymś w rodzaju turystyki wojennej. Przywożą tu ludzi, by zaprezentować im zniszczenia, jakie przynoszą narodowościowe konflikty.

Płyniemy łodzią podglądając białe czaple i czarne bociany. To jeszcze inna Sławonia. Na jednej z wysp usadowiły się w konarach drzew kormorany. Gołym okiem widać ryby. Jesteśmy na terenie jednego z najciekawszych rezerwatów przyrody w Europie. Wracają wspomnienia z rumuńskiej Delty Dunaju. Tylko w wydzielonych miejscach można się kąpać i łowić ryby.
Jesteśmy w rezerwacie Kopaćki rit. Pośród wrzosowisk, bagien, w labiryncie kilkuset kilometrowych kanałów przecinających ujście Dravy do Dunaju. Doliczono się tutaj około 260 gatunków ptaków i 40 gatunków ryb. A w lasach nie brakuje dzików, jeleni i saren. Na terenie rezerwatu jest kilka zatopionych w zieleni sympatycznych restauracyjek serwujących przysmaki z ryb - ryby suszone, z grilla, ryby w sosie i rybne zupy. Jeśli ktoś lubi kulinarne nowinki, może spróbować już w innym miejscu pożywnej czobany slawońskiej zupy pasterskiej (czoban znaczy pasterz). Do jej przygotowania potrzebna jest m.in. cebula i różne gatunki mięsa. Najpierw wkłada się mięso sarny, bo jest najtwardsze. Po 15 czy 20 minutach kolej na wołowinę i baraninę. Gotuje się je około godziny, dodając jeszcze ostrą i słodką paprykę, kostki rosołowe, vegetę. Całość powinna gotować się od 2,5 do 3 godzin.

Cosmopolitan
  • Komentarze i opinie
  • Brak komentarzy na forum, możesz być pierwszą osobą rozpoczynającą temat
Strona korzysta z plików Cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. [ok]